Mam na imię Beata i nie potrafię się nudzić. Każdą wolną chwilę wykorzystuję na rozwijanie moich pasji. Na tych stronach pragnę pokazać to co własnoręcznie wykonałam. Zachęcam do oglądania i komentowania.
RSS
środa, 30 marca 2011
Wiosna

 

102

 

103

 

104


środa, 23 marca 2011
Ślimaczki

Potrzebne: ciasto francuskie

dip lub pikantny sos

salami

ser

 

105

Ciasto kroję na dwie części, aby gotowe ślimaczki nie były zbyt duże. Następnie na połowie każdego kawałka rozsmarowuję sos i układam salami.


106

 

Posypuję serem

 

107

 

i zwijam w rulonik,

 

108

 

a następnie kroję na około centymetrowe kawałki.

 

109

 

Układam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w sposób przedstawiony na zdjęciu.

 

110

 

Piekę około 10 minut w dobrze nagrzanym piekarniku.

 

111

 

Najlepsze są ciepłe, chwilę po wyjęciu z piekarnika.

 

112

 


 

113

 

SMACZNEGO

 

114

 

11:07, belciabeata
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 marca 2011
Zaległości

Wrzucam zaległy sweter mojego męża i szalik Harrego Pottera jaki zrobiłam synkowi.

 

115

 

116

piątek, 11 marca 2011
Jeszcze trochę fantastyki

Arafil

2

Potwór miał na imię Nask i był gryfem. Od dwunastu lat czekał w tym miejscu, mając za zadanie ochraniać wybrańca, gdyby Sur dowiedział się, gdzie tego ostatniego szukać. Miał być jego opiekunem i przewodnikiem. Miał pomóc mu w nauce wszystkiego co mogłoby się kiedykolwiek przydać do pokonania wrogów.

Te informacje  nie zmniejszyły przerażenia Arafila. Szedł wciąż za strasznym stworzeniem, nie próbując nawet odrobinę go wyprzedzić. Bał się odwrócić plecami, aby nie zostać zaatakowanym. Zresztą nie wiedział jak gryf może mu pomóc w czymkolwiek. Przecież nie pokaże  jak trzymać topór, ani nie urządzi z nim walki na miecze. Jednak teraz nie potrafił więcej o tym myśleć. Czuł, że jego zmęczenie, wzmagane przez stres, osiągnęlo granicę. Gdy tylko stanął, zwierze zatrzymało się również.

- Jesteś zmęczony – odezwało się. – Widzę, że się mnie boisz, ale będzie prędzej jeśli cię zaniosę.

Chłopiec nie potrafił się zdecydować. Próbował dojść co bardziej go przytłacza. Jeśli to strach – będzie musiał spać na ziemi, jeśli zmęczenie – może zostać pożarty żywcem. W końcu ciało wygrało z umysłem i nieporadnie wdrapał się na  potwora. Zamroczony wytrzymał  do końca podróży błądząc pomiędzy jawą i snem, starając się nie stracić czujności. Stwór przez całą drogę opowiadał, ale Arafil niewiele z tego rozumiał. Słowa jakie próbowały do niego dotrzeć mieszały się z widziadłami sennymi. Chwilami obejmował matkę, która czule opowiadała o rzezi jaka będzie miała miejsce. Chwilami patrzył na ojca, który zbliżając się do niego przyjmował kształt potwora.

Wreszcie dotarli do jakiegoś domu. Chłopiec  wszedł do jednego z pomieszczeń i nie rozglądając się padł zmęczony na łóżko, po czym przestał pamiętać.

Coś go obudziło. Powoli otworzył oczy. Nasłuchiwał. Świtało. Zaczął przypominać sobie co opowiadał mu gryf Nask. O jego przeznaczeniu. O księżniczce elfów, Niali, która uwięziona przez Sura, króla Lumów, przepowiedziała koniec tyrana. O tym, że to on – Arafil zada śmierć władcy zagarniętych  jego przodkom ziem.
Wreszcie dotarło do niego, że obudziło go wołanie. Miał wrażenie, że powtarza się sytuacja sprzed paru godzin.
- Arafilu, wołam cię! – nie był w jaskini. Gdzie miał iść? W izbie nie było nawet okna. Wiedział, że nie powinien wychodzić. Nask wyraźnie mu tego zabronił. Głos jednak nie dochodził ani zza drzwi, ani zza ścian. Poza tym był taki ciepły i melodyjny, niemal namacalnie piękny i… rozlegał się w jego głowie.
Chłopiec zamknął oczy. Wtedy ją zobaczył. Siedziała na ziemi, lekko pochylona. Miała długie, blond włosy, których końcówki lekko się zwijały. Poczuła, że ją usłyszał i podniosła głowę. Zobaczył jej wielkie niebieskie oczy i długie, spiczaste uszy. Wiedział już, że to Niala, zanim jeszcze dojrzał jej skrzydła, przypominające wielkie liście, o delikatnej strukturze płatków róży.
- Chłopcze, jesteś. – Jej głos zabrzmiał niczym najpiękniejsza pieśń. Czuł w nim ciepło ognia, zapach swego domu i smak strawy przygotowanej przez matkę. Słyszał nawet jej głos i czuł szorstkie od pracy dłonie głaszczące go po włosach.  Nie mógł się oprzeć i otworzył oczy.

-Matulu! – jednak nikogo nie było. To nie matka…

– Najważniejsze, że jesteś. – Teraz słyszał oprócz melodii również zmęczenie. Trudne do opisania, nieludzkie wyczerpanie i wiedział, że to własnie czuje ta piękna istota przykuta łańcuchem do kamiennej ściany.

-Masz przed sobą wielkie zadanie, ale masz też wielu pomocników. – Zaczął się przysłuchiwać, bo dotarło do niego, że to ważne, że tak zaczyna się jego nowa przyszłość. -  Niedługo przybędą do ciebie nauczyciele. Posiądziesz wiedzę potrzebną do pokonania wroga. Nauczysz się walczyć mieczem i umysłem. Będziesz potrafił przywołać wiatr i wodę, zapanujesz nad ogniem. Nie możesz jednak wbić się w dumę. Człowiek dumny nie umie słuchać i popełnia błędy. Będę z tobą zawsze. W każdej chwili możesz prosić mnie o pomoc. Jesteś także moją nadzieją… Nadzieją na wolność… Wiem, że teraz jest ci ciężko, ale nie możesz myśleć tylko o sobie. Twój żal będzie tym potężniejszy im szerzej otworzysz mu drzwi do swego serca. Jednak jesteś silny i ta siła pomoże ci przezwyciężyć ułomności umysłu. Czekają cię lata walki. Ta, którą stoczysz z realnym przeciwnikiem będzie cię wzmacniać. Udoskonalisz dzięki niej swoje umiejętności i kiedyś będą o tobie mówić „niepokonany”. Jednak czeka cię jeszcze walka z samym sobą. I ta będzie najtrudniejsza. Tylko od ciebie zależy czy ją wygrasz, czy nie. Dlatego tak niepewnie widzę twoją przyszłość. Choć wiem, że zjednoczysz ludy przeciwko Surowi i dzięki tobie on zginie to na tym kończą się moje wizje dotyczące ciebie. Dalszej drogi jeszcze nie wybrałeś, a ja mogę tylko wierzyć, że będzie ona prosta i jasna. Będę cię prowadzić, możesz zawsze na mnie liczyć. I jeszcze jedno.  Nie potrafię zabrać twego smutku i tęsknoty, dlatego powinieneś pamiętać, że przygnębienie nie prowadzi dobrą drogą. Stokroć lepiej pogodnemu wybrać kierunek, bo smętnemu żaden odpowiadać nie będzie. Gdy ciężko ci będzie dawać sobie radę przywołaj obraz matki, która oddała za ciebie życie.  To najstarsza magia jaką znam. Dzięki niej jesteś chroniony…
Nie chciał więcej słuchać. Otworzył oczy i przez dłuższą chwilę bał się, że jeżeli je zamknie, to znowu kobieta elf wejdzie do jego głowy. Nie chciał walczyć, a tym bardziej zabijać. Nie chciał  wybierać żadnej drogi. Chciał wrócić do domu, do matki. Chciał wierzyć, że jego rodzina żyje…Dopiero po chwili zorientował się, że elfka dała mu na razie spokój... Rzucił się na
posłanie i płakał, aż do czasu przyjścia Naska...

Stare, nie wiadomo skąd, ale jare

 Wzory wyszperane lata temu u cioci

72

 

73

 

Zakładki:
Kulinarne
Odwiedzam również
Robótkowe
Szycie