Mam na imię Beata i nie potrafię się nudzić. Każdą wolną chwilę wykorzystuję na rozwijanie moich pasji. Na tych stronach pragnę pokazać to co własnoręcznie wykonałam. Zachęcam do oglądania i komentowania.
RSS
piątek, 11 marca 2011
Stare, nie wiadomo skąd, ale jare

 Wzory wyszperane lata temu u cioci

72

 

73

 

czwartek, 24 lutego 2011
Jeszcze trochę fantastyki

Arafil

1

Słońce grzało w ten kwietniowy dzień z całą intensywnością na jaką mogło sobie pozwolić. Pobudzało ziemię do kwitnięcia i nawet już gdzie nie gdzie widać było delikatne pąki.
Idący ścieżką chłopiec mógł mieć może dwanaście lat. Twarz jego nie zdążyła jeszcze stracić zeszłorocznej opalenizny, co nadawało mu zdrowy wygląd. Włosy ciemnoblond, rozjaśnione były miejscami od promieni słonecznych. Bystrości nadawały mu intensywnie niebieskie oczy. Widać było, że chłopiec jest zmęczony i wystraszony, ale jego napięte rysy świadczyły o determinacji. Najwidoczniej pomimo strachu dążył do jakiegoś celu. Przeszedł wiele drogi równiną, a teraz zbliżał się do lasu. Nigdy tu nie był, a las nie sprawiał przyjaznego wrażenia. Cały czas zdawało mu się, że obserwują go stamtąd oczy Złego. Odkąd pamiętał starzy w wiosce opowiadali, że potwór, który tam mieszka zabija każdego, kto wejdzie bez powodu na jego teren.
Nagle przystanął. Obejrzał się, a jego oczy rozszerzyło prawdziwe przerażenie. Zobaczył w oddali szybko poruszające się punkciki. Wiedział, że go wytropili. Teraz liczyły się sekundy. Za chwilę Lumowie spuszczą z łańcuchów swoich Orków i wtedy straci wszelką szansę na dotarcie do linii drzew. Musiał się spieszyć. Tylko po co biegł? Po pomoc, czy śmierć? Nie mógł się zastanawiać. Myśl o prawdopodobnej bezsensowności jego gonitwy nie miała teraz znaczenia. Ważna była nadzieja.
Ostatkiem sił dotarł do pierwszych drzew i stanął. I ... nic się nie stało. Nic go nie napadło, ani nie powitało. Las zdawał się być całkiem zwyczajny. Zrobił jeszcze parę kroków nie wiedząc co ma w tej sytuacji uczynić. Obejrzał się za siebie i zobaczył pędzące stado Orków. Zachciało mu się płakać. Po to przez lata był ukrywany przed Lumami? Po to uciekał teraz z wioski, zostawiając walczących rodziców? W końcu po to biegł wiele kilometrów, aby zginąć w tym lesie, który nie jest ani straszny, ani tajemniczy? Stracił nadzieję. Pozostało tylko usiąść pod drzewem i czekać na śmierć.


Nigdy później nie potrafił powiedzieć dokładnie co się wydarzyło w ciągu kolejnych dwóch minut. Jego zmęczony umysł zdołał zarejestrować jedynie migawki. Lumowie zatrzymujący się przed drzewami. Orków, które bezmyślnie rzuciły się w jego kierunku i ... krzyki, padające wszędzie ciała i ogromnego stwora z głową i skrzydłami orła, a ciałem lwa. Świadomość chłopca nie mogła znieść więcej, więc broniąc się przed nadmiarem wrażeń popadł w omdlenie.
Obudził się w tym samym miejscu. Nie wiedział ile minęło czasu, jednak chłód zapowiadał zbliżający się wieczór. Musiał poszukać schronienia. Dni były już ciepłe, ale nocami pojawiały się przymrozki. Zrobił już kilka kroków, kiedy przypomniał sobie co tu robi. Rozejrzał się wokoło. Żadnych ciał. Żadnych śladów walki. Wiedział, że żyje. Czuł wieczorny chłód, żołądek skręcał mu się z głodu. Sen? Ciało nie pozwalało mu myśleć. Domagało się przede wszystkim jedzenia. Musiał coś znaleźć zanim się ściemni.
* * *
Coś go obudziło. Powoli otworzył oczy. Nasłuchiwał. Wokół  jagód  i malin, które stanowiły jego wieczorny posiłek było sporo niedźwiedzich śladów. Dlatego długo się zastanawiał, czy skorzystać z noclegu w odkrytej jaskini. Przekonał go nos. Nie wyczuwając zapachu żadnej dużej zwierzyny, postanowił rozpalić ogień .Przepłoszyło to parę węży i stado nietoperzy, nocujących pod sklepieniem.
Wreszcie dotarło do niego, że obudziło go wołanie. Nie wiedział skąd pochodziło, ale słyszał je wyraźnie. Ktoś wołał go po imieniu. Wstał i podszedł do wlotu jaskini. Noc jeszcze była ciemna, jednak księżyc rozjaśniał mrok na tyle, aby mógł zobaczyć na pagórku obok pół orła pół lwa. Włosy zjeżył mu strach, a zimny pot zalał ciało.
- Arafilu! –pomyślał, że to niemożliwe, ale głos dochodził z obserwowanego przez niego pagórka.
- Arafilu, wołam cię! – nie było wyjścia. Stwór mógł podlecieć do niego w każdej chwili. Lepiej było go nie denerwować.
Teraz dopiero zaczął odczuwać jaką drogę przeszedł poprzedniego dnia. Nie było miejsca na nogach, które nie bolałoby go przy każdym kroku. Musiał jeszcze dostać się na wzniesienie. Wchodził zgięty w pół i choć miał świadomość, że może być w każdej chwili zaatakowany przez potwora, to jednak niemoc fizyczna górowała nad ostrożnością nakazywaną przez umysł. „ Jestem tylko chłopcem. Nie wiem co się stało z rodzicami. Nie wiem co będzie ze mną. Nie mam siły na walkę. Nikt mnie nie nauczył rozmawiać ze stworami. Nie mam siły… Niech się dzieje co chce…”
- Arafilu, nie mam zamiaru cię krzywdzić. – Potwór podszedł do niego tak blisko, że Arafil czuł jego zapach. Dziwny zapach. Zapachniało dymem z ogniska, świeżością lasu i czymś jeszcze… czymś intrygującym…
- Jestem po to, aby się tobą opiekować. Czekałem tu od dnia twojego narodzenia. Wiesz dlaczego?
- Jestem wybrańcem – tyle wiedział. Ciągle to słyszał. Nienawidził tego mianowania go bez jego woli. Chciał być synem swych rodziców. Nikim więcej. Odkąd zaczął rozumieć co do niego mówią, wciąż słyszał o swojej roli. Najbardziej przytłaczająca była duma ojca. Dzięki synowi wybrańcowi, czuł się ważniejszy niż był. Rozumiała go tylko matka. Bała się o niego i wciąż tłumaczyła, że cokolwiek by się nie stało zawsze będzie go kochała. I zawsze będzie z niego dumna.
- Jesteś wybrany, ale na razie musisz wiele się nauczyć. Jestem tu, aby ci pomóc. Zaprowadzę cię do twego nowego domu. Tam będziesz bezpieczny, bo Sur nie przestanie szukać. Jeszcze nie raz przyśle Lumów do tego lasu, aby cię odnaleźli. A ty musisz nabrać sił .
W tej chwili chłopiec zrozumiał, że ten zapach to mieszanina piór i krwi...

Dla zainteresowanych

 w kwestii pytań o ramki do haftu:Sama ramek nie wycinam. Robi to mój mąż na profesjonalnej maszynie. Świetnie nadaje się do tego wyrzynarka. Najtańszą firmy SKIL widziałam za 130 zł. Można wycinać nią w drewnie, miękkich metalach i tworzywach sztucznych. Lepsza jest wyrzynarka stołowa (ok. 250zł).

59

 

60

 

61

 

62

 

63

 

64

 

65

 

66

 

I kilka nowości

 

67

 

68

 

69

 

70

 

71

 

środa, 23 lutego 2011
Szybko

 

51

 

52

 

53

 

54

 

55

 

56

 

57

 

58

 

środa, 16 lutego 2011
Trochę fantastyki w moim wydaniu

Nie tylko robótki ręczne mnie interesują. Uwielbiam gotowanie. Potrafię całymi dniami dopracowywać przepisy kulinarne. Niedawno przyznam zaskoczył mnie przepis, który znalazłam w kulinarnych fascynacjach. Jaki to przepis? Hmm... Chlebowe kotlety. Że kotlety można zrobić ze wszystkiego - teoretycznie wiedziałam, ale w zasadzie wierząc w swoje doświadczenie kulinarne nie myślałam, iż jakikolwiek przepis może mnie tak zainteresować. Dla chętnych wypróbowania - wskazówka. Trzeba porządnie doprawić. Lubię kuchnię raczej intensywną, jeśli chodzi o przyprawy, a tu się nie popisałam. Pierwsze wydanie wyszło mdłe, ale kolejne już było zachwalane.

No dobrze... robótki, pichcenie... A może z innej beczki. Kto nie próbował swych sił w pisaniu? Czy to pamiętnik, czy wiersze w miłosnym uniesieniu. Trochę mi się tego nazbierało( jestem sentymentalna, takich śmieci nie wyrzucam), wiec postanowiłam wrzucić tu od czasu do czasu pare moich pomysłów przelanych na papier.

Na początek może coś dla miłośników World of WarCraft co wyszło tak przypadkiem.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Jestem człowiekiem...o ile warlock może tak o sobie powiedzieć.Potrafię przywołać demona.Umiem rzucać zaklęcia i klatwy.Używam magi cienia i ognia.Jednak to co chcę wam opowiedzieć dotyczy innej mojej zdolności.A mianowicie przenoszenia się w czasie i przestrzeni.
Pochodzę ze Stormwind,stolicy rasy ludzi położonej w Elwynn Forest. Właśnie tu osiedlili się moi rodzice dwa lata przed moim narodzeniem i właśnie tu w dniu swego przybycia dowiedzieli się o mnie .
* * *
Zakapturzona postać zjawiła się przed nimi tak nagle , że ledwie zdążyli stanąć.Kej momentalnie wyciągnął miecz i przyjął pozycję do obrony.Shira przytuliła do siebie dzieci. Jednak po chwili zorientowali się że to mag dranei. Nic im nie groziło.Wiedzieli,że choć magia przybysza daleko przekracza ludzką,a nawet Quel`dorei i Sin`dorei,to służy jedynie niesieniu dobra .
Kej pokłonił się z szacunkiem.
-Witaj w świecie ludzi,dranei.
-Witaj Keju,człowieku,który da odpowiedz na pytania.
Zarówno Kej jak i Shira spojrzeli na obcego z zainteresowaniem
-Skąd mnie znasz?-zapytał Kej.
-Znam imię twoje i tej oto kobiety.Znam imiona twoich dzieci i ich przyszłość.I właśnie ta przyszłość mnie tu przywiodła.Nie chodzi jednak ani o Zana ani o Mirę,tylko o wasze najmłodsze dziecko.Będzie to dziewczynka, która przysporzy wam tyle samo bólu co szczęścia, a światu pomoże w walce o pokój.Wasze życie zmieni się od chwili jej narodzin.Dzień przestanie być dniem, a noc nocą . Pojęcia takie jak czas, przeszłość lub przyszłość przestaną mieć dla was znaczenie.Coś co mogło by być, będzie realniejsze niż to co jest lub było.Sen połączy się z rzeczywistością ,a przypadek stanie się kwestią wyboru
Jeszce nie otrząsnęli się po tych słowach,kiedy mag zniknął . Przepowiednia sprawdziła się . Dwa lata później Shira urodziła córkę , a nazwali ją Kija . W ten sposób łącząc swoje imiona dali jej cząstki siebie , które jako miłość rodzicielska miały chronić dziecko przed czarami .
* * *
Garithos był wielkim marszałkiem służącym w armii króla Terenasa.Miałam dziesięć lat , kiedy po mnie przybył z polecenia Medivh`a.Ostatni Strażnik Tirisfal zjawił się w jego śnie i kazał odnaleźć dziecko , które jest obserwatorem w czasie . Garithos zabrał mnie do ludzi Zakonu Srebrnej Ręki, gdzie miałam pozostać, aż zdobędę wszelkie umiejętności przyswajalne przez moje ciało i umysł .Tam poznałam Uthera Lightbringera , a także jego ucznia Arthasa Menethila syna Terenasa .
Pobierałam nauki przez kolejne dziesięć lat .Wyszkolono mnie na warlocka .
* * *
Lightbringer przyglądał się jak ćwiczyła.Była bardzo dobra.Każdy mięsień idealnie spełniał swoje zadanie. Poruszała się jak kot. Była gibka i wysportowana.Miecz przecinał powietrze z prędkością , której nie osiągnęli nawet ci lepsi uczniowie. Nie dość że podnosiła go jakby nic nie ważył, to jeszcze każdy z jej ciosów był tak silny,że zabijał.A jej czary...Nie było drugiego takiego warlocka. Jeszcze do tego jej demon... Przerażający i okrutny gorszy niż śmierć w torturach.Była gotowa.
* * *
Wracali do domu. Jednak wieści które przyszło im nieść ze sobą nie były dobre. Przepowiednia tajemniczego proroka była aż nazbyt realna. Nowa siła nosi nazwę Plagi i znajduje się pod dowództwem Króla Lisza Ner`zhula przywróconego do życia za pomocą demonicznych mocy. Dowiedzieli się też jak perfidnie Kel`Thuzad werbował nowych rekrutów do armii Króla Lisza.Od wtedy właśnie zaczęli inaczej myśleć o Arthasie. Młody palladyn wpadł w szał kiedy dowiedział się o postępku nekromanty.Zabił Kel`thuzada i spalił jego zwłoki by zniszczyć również jego ducha .Krótko potem Lightbringer prowadził z nią rozmowę na temat następcy tronu.
* * *
Wczoraj próbowałam powstrzymać Arthasa.Uther jednak padł martwy od ciosu przeklętego miecza. Dlatego trzeba było znaleźć.Znaleźć i zniszczyć. Ostrze mrozu nie mogło dostać się w ręce palladyna.Wiedziałam,że przez miecz szeptał do niego Ner`zul,ale właśnie dlatego trzeba było coś zrobić.Całe to zło... Można było temu zapobiec. zrobić coś co obroniło by nas wszystkich przed przekleństwem .
Nie wiedziałam gdzie mam szukać,więc starałam się przenosić zgodnie ze swoim odczuciem.Jednak nie do końca mogłam polegać na wszystkich wymiarach.Zwolennicy Arthasa ścigali mnie w każdym miejscu i czasie chociaż byłam od nich szybsza to jednak szukałam po omacku.
Kiedy kończyłam nauki dano mi nowe imię - Czas. To ze względu na moje możliwości. ze względu na misję jaką dostałam jeszcze przed narodzeniem.

***

Tak wygląda moja historia, ale czy i kiedy się skończy? Może nigdy, a może właśnie dziś. W końcu trwa wojna...

Parę starszych drobiazgów

43

 

44

 

45

 

46

 

47

I po Walentynkach

 

48

 

49

 

50

piątek, 04 lutego 2011
No to jeszcze mini firanki dla koleżanki

38

 

39

Na klamotki

32

 

33

 

34

 

35

 

36

 

37

 

środa, 19 stycznia 2011
Chcę wyjechać na wieś...

Śpiewała Urszula Sipińskia


Czy jest jeszcze gdzieś

prawdziwa ta wieś

zielona, pachnąca lnem?

Z polami wśród łąk,

z garnkami, co schną

na płotach do góry dnem?

Z chatami wśród pól

i z mlekiem na stół,

z żelazkiem, co duszę ma?

Niech każdy jedzie

tam, gdzie chce

a ja swoje ścieżki mam.


Chcę wyjechać na wieś,

chcę wyjechać tam,

gdzie się zatrzymał w polu czas;

chce w nieruchomym stawie

zobaczyć swoją twarz.

Chcę wyjechać na wieś,

chcę wyjechać tam,

dojrzałe wiśnie z drzewa rwać,

w glinianym piecu upiec chleb

ostatni może raz.


Czy jest jeszcze gdzieś

prawdziwa ta wieś,

spokojna, wesoła wieś,

gdzie kisi się barszcz,

gdzie w piątek na targ

furmanką się rano gna,

gdzie całe dwa dni

i noce na bis

niejedno wesele trwa?

Niech każdy jedzie

tam, gdzie chce,

a ja swoje ścieżki mam.


Chce wyjechać na wieś...


 

19

 

20

 

21

 

22

 

23

 

24

 

 

 

25

 

26

 

27

 

28

 

29

 

30

 

31

1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
Kulinarne
Odwiedzam również
Robótkowe
Szycie